— Znam — zdziwił się agent.
— Otóż tam jest powiedziane: „Nie skarbcie skarbów na ziemi!...”212 Uważasz pan?... Ja właśnie wszystko rezerwuje na Niebo. To tu?
— Tak jest.
Wysiedli. Było to jasne dwupokojowe mieszkanko na pierwszym piętrze, urządzone z luksusem.
Przyjął ich sam właściciel, szczupły wymokły blondyn, niewymawiający litery „r”. Miał różową jedwabną pidżamę, ondulowane włosy i przyczernione rzęsy i brwi.
„Dziwaczny facet” — pomyślał Drucki.
— To jest rozkoszne mieszkanko, wymarzona garsoniera — omdlewającym głosem tłumaczył blondas — a proszę zobaczyć, co za łazienka. Kocham się w pięknych pokojach kąpielowych i ten urządziłem ściśle według wzoru łazienki lorda Kentbury... Prawda, że wspaniała?...
Istotnie, Drucki musiał przyznać, że niczego podobnego w życiu nie widział.
Obszerny pokój o ścianach z mozaiki, utrzymanej w pastelowych tonach, wyobrażającej różne sceny z mitologii greckiej, o posadzce wyłożonej kunsztownym wzorem parkietu z żółto-różowego korka, miękkiej i elastycznej. W głębi nisza, zasłonięta jasnobarwną zasłoną dżetową z prysznicami, natryskami, niezliczonymi rurkami, połyskującymi niklem. Naprzeciw druga, z szerokim białym tapczanem.
W środku wspaniała marmurowa wanna, a raczej basen, wpuszczony w podłogę, na czterech rogach którego cztery marmurowe posągi, spełniające jednocześnie rolę kranów w ten sposób, jak służy temu celowi słynny posążek w Brukseli213.