— Do diabła — zaklął Drucki — musiał pan w to wpakować masę pieniędzy!
— I gustu — zachichotał blondas — posągi Adonisa214 i Apollina215 są dłuta Peverry, a Neptuna216 i gladiatora wyszły z pracowni van Recka.
Przeszli dalej. Mieszkanko istotnie urządzone było z przepychem, chociaż raziło w nim Druckiego dziwne upodobanie gospodarza do miękkości linii i półtonowości barw. Obszerna sypialnia z kolosalnym, niskim łożem, zawieszona była cennymi obrazami o treści erotycznej, poprzedzający ją hall urządzony był w stylu wschodnim.
Pokoju służbowego nie można było obejrzeć, gdyż na dyskretne pukanie gospodarza służący odpowiedział, że jeszcze jest w łóżku i nikogo przyjąć nie może.
W małej kuchence stały potężne kufry, już zapakowane.
— Wyjeżdżam do Lizbony — objaśnił blondas — i pragnąłbym, by moje mieszkanie przez ten rok zostało w ręku człowieka ucywilizowanego i kulturalnego.
— A? Pan tylko na rok wyjeżdża?
— Tak sądzę — wskazał im fotele blondas. — Jestem w służbie dyplomatycznej i zostałem przeniesiony do tamtejszego poselstwa.
Nastąpiło omawianie warunków. Młody człowiek był widocznie nieobeznany z interesami, czy też zbyt bogaty, by troszczył się o dodatkowy dochód z wynajmu mieszkania, gdyż zażądał stosunkowo niezbyt wygórowanej, jak na ten luksus, kwoty stu dolarów miesięcznie. Główny nacisk kładł na kwestię konserwacji urządzenia i przyjrzawszy się Druckiemu, oświadczył, że co do tego nie żywi żadnych obaw.
Załatwienia wszelkich formalności podjął się agent mieszkaniowy, ponieważ zaś blondas wraz ze służącym wyjeżdżał nazajutrz wieczorem, Drucki miał się wprowadzić pojutrze rano. Pozostawało jeszcze wynalezienie służącego czy służącej. Wobec tego, że blondas polecał stróża, jako człowieka zupełnie uczciwego, a posiadającego liczną rodzinę, Drucki posłał poń agenta.