— Przecież... przecież jedynie po to je wynająłem.
Alicja zaśmiała się i chciała coś odpowiedzieć, lecz właśnie weszła Julka.
— Do widzenia państwu — dygnęła kokieteryjnie. — Alu, bądź tak dobra, jeżeli zadzwoni Janka, powiedz jej, że jestem u Zośki. Dobrze?
— Dobrze, kochanie, tylko wróć przed dziewiątą.
— Wrócę. Do widzenia!
Po kilku minutach wyszła i Józefowa.
Zostali sami.
W ciszy popołudnia i nadchodzącego zmierzchu, gdy dwoje ust znajdzie się tak blisko, umieją one zapomnieć o istnieniu słów i odnaleźć znacznie pełniejsze, dużo wymowniejsze wyrazy.
Biła ósma na zegarze w jadalni, gdy się rozstali.
Alicja zaczęła naprawdę swoje życie od nowa.