— Pan lubi bardzo pana Winklera?

Ponieważ profesor nie odpowiedział, Japończyk dodał:

— Nie dziwię się. W tym człowieku jest wprost imponująca siła witalna.

— Myli się doktor, ja go nie lubię. Ja... nie potrzebuję jego emanacji witalnych. Zresztą, to jest zbyt skomplikowane.

Kunoki dyskretnie zamilkł. Lecz Brunicki sam odezwał się po chwili:

— Powinien by już być.

— Czy tylko — zmienił kierunek rozmowy Kunoki — czy tylko tak w kilka dni po jego procesie bezpieczne jest powierzanie mu tej sprawy? Mogą go śledzić.

— Wątpię — wzruszył ramionami Brunicki — zresztą on sam zadecyduje.

Wyjrzał przez okno właśnie w chwili, gdy przed bramę zajeżdżała taksówka. Wysiadł z niej Drucki.

Po chwili był już w hallu i mocno potrząsając ręką profesora, śmiał się.