— Dlaczego łajdactwa? Przecież wydobędziesz tę nieszczęsną z jej kalectwa, wydobędziesz ją z jej rozpaczy! Pomyśl sam!
— Chcesz — cedząc słowa, powiedział Drucki — bym postarał się... rozkochać ją w sobie, bym, nie kochając jej, grał przed nią komedię...
— Bynajmniej! Nie graj żadnej! Okazuj jej tylko tyle współczucia i sympatii, na ile to biedne stworzenie zasługuje.
— Biedne stworzenie — gorzko zaśmiał się Drucki — i chcesz temu biednemu stworzeniu dać nowe rozczarowanie. Chcesz to biedne stworzenie narazić na nową tragedię...
— Mylisz się.
— Więc do diabła — wybuchnął — nie spodziewasz się chyba, że się z nią ożenię?!
— Nie. Spodziewam się tylko, że ona, znalazłszy w tobie pocieszyciela, zapomni o tamtym, a co najważniejsze, odzyska głos, który jest źródłem jej utrzymania.
Drucki w milczeniu palił papierosa.
— Jestem pewien — ciągnął profesor — że porażenie nerwu ustąpi.
— Dlaczego właśnie oniemiała, a nie oślepła lub ogłuchła?