— Jest śpiewaczką. Na strunach głosowych koncentrowała zawsze całą świadomą i podświadomą uwagę.

— Jakże mam ją poznać?

— Całkiem po prostu. Wstąp jutro przed pierwszą do kliniki. Przyjmę ją w twojej obecności.

— I przedstawisz mnie jako lekarza?

— Nie, jako swego przyjaciela. Sądzę, że najlepiej będzie, gdy dla waszego wzajemnego zbliżenia zaproponujesz nam, to znaczy jej i mnie, przejażdżkę samochodem.

— Mój wóz jest dwuosobowy — zauważył Drucki.

— Weźmiemy mój. Po drodze wysadzicie mnie na Dębowej, a sami pojedziecie dalej. Reszta należy do ciebie.

— A jeżeli ona w ogóle nie zechce przestawać ze mną?

— O, to nawet jest do przewidzenia ze względu na stan jej psychiki. Ze swojej strony zalecę jej przebywanie w twoim towarzystwie, a myślę, że taki wytrawny... uwodziciel, jak ty, da sobie radę. Zatem?... Zgoda?

— Zgoda — opuścił głowę Drucki.