— Panna Frania?

— Nie, Franka... A mieszkanie pewno, jest bardzo ładne... tylko...

— Tylko co?

— No, te... Po co te nieprzyzwoitości... Aż wstyd patrzeć.

— Nie moje — usprawiedliwiał się — to przecież tego pana, co tu mieszkał.

— Eee... — wzruszyła ramionami — tamten to... Dzięki Bogu, że wyjechał.

— Nie lubiła go panna Franka?

— Paskudztwo — powiedziała po chwili wahania, schodząc na podłogę. — Tomek! Zabierz drabinkę! — krzyknęła na brata. — To już wszystko, proszę pana.

— Nie, panno Franko, zaraz przyniosą tu kwiaty, a ja się na tym nie znam. Może pani jakoś porozmieszcza je po wazonach, dobrze?

— Ja też się na tym nie znam — zrobiła skromną minkę — ale skoro pan sobie tego życzy, spróbuję.