— Dla mnie, i dla nikogo więcej...

Jej palce otoczyły twarz Druckiego zaborczym ruchem.

— Dla nikogo więcej — zapewnił.

— Ja wiem — odezwała się po pauzie — że ty nie rozumiesz, jak wielkie to szczęście... Niczego więcej nie pragnę... Chcę tylko wierzyć, że ty jesteś mój, że... nigdy ode mnie nie odejdziesz. Nigdy! Powiedz, czyż za wiele żądam od życia?

— Za mało — powiedział poważnie. — Mogłabyś, moja Al, zażądać jeszcze kieliszka dobrego wina i jeślibyś to uczyniła, ja, jako pełnomocnik życia, odkorkowałbym butelkę i...

Zamknęła mu usta pocałunkiem.

Alicji podobała się „jaskinia”, chociaż oświadczyła, że nie jest w stylu Druckiego.

— Ty inaczej urządziłbyś sobie mieszkanie.

— Czy w ogóle urządziłbym? — zaśmiał się. — Może to wpływ koczowniczego życia, a może po prostu moja natura, ale ja nie mam potrzeby mieszkania czy zamieszkiwania.

— Dziwne, że tak mało o sobie wiemy. Prawie nic, a przecie... znamy się doskonale. Prawda?