— Wygląda na Żydówkę, ale w ogóle pierwsza klasa!

„To Luba!” — pomyślał.

Nie omylił się. Rzeczywiście, siedziała przy biurku i bezczynnie przyglądała się plecom pochylonej nad maszyną Teci.

— No, nareszcie — zerwała się na jego widok. — Myślałam, że już nie doczekam się kapitana.

— Co się stało?

— Nic się nie stało. Ładnie mnie pan przyjmuje. Jak ja przychodzę, to trzeba się cieszyć i skakać z radości.

— Już skoczę — zaśmiał się — co, Luba, chce ci się „szaleć”?

— Tak. Anektuję233 kapitana na cały wieczór. Muszę się wytańczyć i upić.

— Dobra! Będziemy szaleli — nadrabiał humorem, chociaż w gruncie rzeczy był niezadowolony.

Przeprosił ją na chwilę, załatwił kilka spraw, wybrał stolik koło ringu i zaprowadził tam Lubę.