Luba istotnie chciała się wytańczyć i nie opuszczała ani jednego tańca, tak że Drucki wreszcie zaczął prosić o zmiłowanie:
— Ja już ledwie ruszam nogami! Luba, zlituj się nad zmęczonym staruszkiem!
— O? A cóż to tak zmęczyło kapitana? — zapytała podejrzliwie.
— Urządzałem dziś swoje mieszkanie. Już ledwie dyszę.
Luba dużo piła i gdy odwiózł ją o czwartej na Nowolipie, była mocno podchmielona.
Na szczęście nie potrzebował już wozu odprowadzać do garażu, gdyż miał pozwolenie na pozostawianie auta w podwórzu domu, w którym teraz mieszkał.
Stróżowi, który mu otworzył bramę, polecił obudzić siebie o jedenastej i położył się spać.
Był porządnie zmachany, toteż spał kamiennym snem i dopiero jaskrawe światło słońca obudziło go.
Otworzył oczy i zobaczył Zośkę, rozsuwającą zasłony okien.
— Ale pan śpi! — zawołała wesoło.