Spojrzał na nią z uśmiechem.
— A ty to lubisz?
— Bo ja wiem? Zobaczę. To jak teraz pan pójdzie, ja tu posprzątam, wywietrzę... A kiedy pan wróci?
— Jeszcze nie wiem.
— Ale nieprędko?
— Nieprędko.
Wziął kapelusz i chciał wyjść, lecz Zośka zatrzymała go:
— A jak będzie z pieniędzmi, proszę pana?
— Nie chcesz mieć mnie na utrzymaniu — zażartował — no, to masz tu na wydatki.
Brunickiego zastał jeszcze samego.