— Nie spóźniłem się?

— Nie. W sam raz. Powinna tu być lada chwila.

— Jak się ona nazywa?

— Panna Łęska. Urszula Łęska. Musiałeś słyszeć o niej, jest, a raczej była znaną śpiewaczką.

— Jak żyję, nie byłem na żadnym koncercie.

W drzwiach stanął woźny.

— Przyszła panna Łęska, czy pan profesor ją przyjmie?

— A, prosić, prosić — zawołał Brunicki i sam wybiegł na jej spotkanie.

Panna Łęska, szczupła, niewysoka szatynka o przejrzystych, zielonych oczach i jasnej, matowej cerze, była istotnie uderzająco podobna do zmarłej żony Brunickiego. Wrażenie to wzmacniały jej ruchy i sposób trzymania głowy. Drucki nie mógł nie spostrzec, że jej obecność i na profesora oddziałała silnie. Był nieswój i jakoś nienaturalnie ruchliwy.

— Pani pozwoli, że jej przedstawię mego dobrego przyjaciela, pana Winklera.