— O której pani pozwoli jutro po siebie zajechać?

Wyznaczyła godzinę dwunastą.

Drucki natychmiast odesłał auto. Miał dziś znowu być na obiedzie u Alicji, lecz przedtem musiał wstąpić do „Argentyny” dla sprawdzenia rachunków i podpisania korespondencji, w czym mu Luba wczoraj przeszkodziła.

Punktualnie o czwartej był już na Topolowej.

Przyjęła go Julka, oświadczając, że Alicja bardzo przeprasza za spóźnienie, ale jeszcze nie może wyjść z sądu.

— Skazuje jednocześnie dwie osoby — zaśmiała się — kogoś tam na więzienie, a pana na moje towarzystwo.

— O, to chyba jest najłagodniejszy wyrok, jaki kiedykolwiek wymierzono.

— Mógłby się pan zdobyć na milszy komplement — zauważyła wesoło.

— A po cóż pani komplementy — udał zdziwienie — przecież żadne lustro nie odmówi pani najpochlebniejszych.

— Nie patrzę w lustra — powiedziała z widoczną intencją — tu wszystkie lustra odbijają tak piękną istotę, że wprost nie odważyłabym się.