Na smętne spojrzenia Teci odpowiadał nieco zakłopotanym uśmiechem, z Lubą widywał się bardzo rzadko, gdyż przeniosła się na lato do Konstancina i do Warszawy wpadała zaledwie raz na tydzień. Tonia na próżno doń szturmowała, a liczne oferty pań, odwiedzających „Argentynę”, pozostawiał — bez rozpatrzenia.
Obietnicy danej Brunickiemu dotrzymywał ściśle. Codziennie widywał się z panną Łęską, obwoził ją po okolicach miasta, zabierał do „Argentyny”, starał się zrobić wszystko, by umożliwić jej zapomnienie przeżytej tragedii. Polubił ją bardzo i widział, że sam również zyskał jej sympatię. W sympatii jej jednak, ku swej radości, nie mógł dopatrzeć się tych uczuć i pragnień, które tak często w kobietach budził. Przeciwnie, spostrzegał, że panna Łęska bardziej interesuje się osobą Brunickiego, że godzinami może słuchać opowiadań o profesorze i nie ukrywa zadowolenia, gdy go spotka.
Spotkania te zdarzały się zaś dość często, gdyż Brunicki czasami wpadał do „Argentyny” w zamiarze poczynienia obserwacji co do postępów jego metody kuracyjnej.
Niemota wprawdzie nie ustępowała, lecz w usposobieniu pacjentki dawały się spostrzec wyraźne objawy polepszenia.
W tymże czasie udało się Druckiemu dostarczyć jeszcze jedną dziewczynę do „królikarni” doktora Kunoki i Brunickiego.
Stało się to w sposób zupełnie przypadkowy. Pewnego dnia zatelefonował Załkind z pytaniem, czy nie mógłby pożyczyć auta, gdyż chciałby pojechać do Konstancina, a ostatni pociąg już odszedł. Drucki zaofiarował się, że sam go odwiezie.
Było już dobrze po północy, gdy wracając do miasta, wjechał na lepszy odcinek szosy i dał pełny gaz. Reflektory znakomicie oświetlały drogę na dużą odległość i dlatego już z daleka zauważył stojącą na skraju szosy postać.
Przyszło mu na myśl, że jest to albo wystawiona na wabia kobieta, pozostająca w zmowie z bandytami ukrytymi w rowie, albo też rzeczywiście dziewczyna chcąca prosić o podwiezienie jej do Warszawy. W obu wypadkach warto było stanąć, gdyż albo będzie zajmująca przygoda, albo znajdzie towarzyszkę na dalszą drogę.
Postanowił zwolnić pęd samochodu i to uratowało życie dziewczyny. Mianowicie, w chwili, gdy rzuciła się pod auto, zdążył jeszcze gwałtownym szarpnięciem kierownicy skręcić w bok i pomimo dwóch silnych zarzutów wyrównać i zahamować.
Momentalnie wyskoczył i dopadł jej w chwili, gdy zerwała się z ziemi i rzuciła do ucieczki.