— Proszę zaczekać — zdecydował się Drucki.

— Na co?

— Mam dla pani pewną propozycję.

— Chce mi pan dać jałmużnę?

— Nie. Nigdy nie daję jałmużny.

— Zatem?

— Mogę panią umieścić pod opieką lekarzy, gdzie znajdzie pani ciszę, wygodę i życzliwość.

— Przytułek dla upadłych dziewcząt?! O nie, dziękuję panu.

— Bynajmniej nie przytułek. Klinika prywatna.

— Więc skądże ta filantropia236? — spytała nieufnie.