— Tam chodzi o eksperymenty naukowe. Klinika jest tajna i nielegalna. Ale pani żadnej krzywdy nie uczynią. Przeciwnie, wyleczą panią, będą dbać, by jej dziecko przyszło na świat w jak najlepszych warunkach i zapewnią pani dalszą egzystencję. Tym zresztą i ja sam mogę się zająć. Co pani umie?
— Jestem nauczycielką.
— Tu, w Warszawie?
— Nie, daleko stąd, na Wołyniu237.
— I rodzina pani tam mieszka?
— Tam. Tu przyjechałam w nadziei, że znajdę jakąś instytucję czy jakiegoś lekarza, który bezpłatnie uwolniłby mnie od ciąży. Czytałam o tym, iż lekarze robią to darmo... Byłam u kilkunastu i wyśmiali mnie. Myślałam też, że uda mi się w jakikolwiek sposób zarabiać na życie...
— Więc przyjmuje pani moją propozycję? Ręczę pani słowem honoru, że będzie pani traktowana z pełnym szacunkiem i życzliwą troskliwością. A lekarze, w których ręce panią oddaję, to dwaj wielcy uczeni o światowej sławie. Nie wolno mi wyjawić pani ich nazwisk, ale proszę mi wierzyć, że żadna krzywda pani nie spotka.
— Jakaż mnie jeszcze krzywda może spotkać?!
— Więc się pani zgadza?
— Dobrze.