— No, to brawo! Jeszcze łyk alkoholu, dla kurażu238.
Podał jej podróżny kubeczek z koniakiem.
— I proszę siadać.
Po upływie kilkunastu minut dzwonił do bramy willi profesora Brunickiego.
— Otwieraj szybko! — kazał brodaczowi, zbliżając swoją twarz do sztachet, by ten mógł go poznać.
Samochód wjechał w podwórze.
Dziewczyna rozglądała się obojętnie.
— Jest coś? — rozległ się przyciszony głos profesora, który wyszedł w szlafroku.
— Tak — odpowiedział krótko Drucki.
— Antoni — zwrócił się profesor do służącego — obudź pana doktora. My przeniesiemy sami.