— Ona wcale nie zna Warszawy — zakończył — a poza tym uczciwie patrzy jej z oczu.

— No, byłem trochę zaniepokojony — odetchnął z ulgą Brunicki. — Posądzałem cię o zbyt daleko posuniętą lekkomyślność.

— Masz mnie za dudka239, Karolu?

— Nie, ale mogła to być, przypuśćmy, agentka policji.

— Wykluczone. Policję to ja, mój drogi, czuję na dystans, jak jamnik lisa. Chciałbym jeszcze pożegnać się z tą małą, bo mi czas do mojej knajpy.

— Cóż za czułości! — zaśmiał się Brunicki, ale przeprowadził go do pokoju, w którym umieszczono nowego „królika”.

— Do widzenia pani — pocałował ją w rękę Drucki — a proszę pamiętać o mnie. Nazywam się Winkler, Jan Winkler. Po dojściu do zdrowia proszę mnie odwiedzić. Panowie tu znają mój adres.

Pożegnała go spojrzeniem pełnym wdzięczności.

Profesorowi i Japończykowi, którzy odprowadzili go do samochodu, powiedział:

— Pamiętajcie, panowie, że dałem jej słowo honoru, gwarantując waszą życzliwość i uprzejmość!