— Nie obawiaj się.

— A jak, doktorze, z tą chorobą? Co?

— Drobiazg. Wyleczy się prędko.

— Więc do widzenia!

Wyjechał z bramy z niezapalonymi światłami. Ulica była pusta. Nacisnął kontakt i ruszył dobrym gazem w stronę „Argentyny”. Dopiero przejeżdżając przez jasno oświetlony plac Teatralny, spostrzegł, że na rękawie marynarki ma dużą plamę krwi.

— Psiakrew, trzeba się przebrać! — skonstatował i zawrócił na aleję Szucha.

Już podjeżdżając, zauważył, że okna jego mieszkania są oświetlone. Zdziwiło go to, lecz stróż wyjaśnił, że to Zośka ściele łóżko.

— Tak późno? — zapytał Drucki.

— Ano, pan nigdy wcześnie nie wraca, a ona dotychczas otwierała bramę, a teraz obudziła mnie i poszła sprzątać u pana.

Zośka przywitała go tym nieodmiennym w swej niefrasobliwości i swobodzie powitaniem, tak niespodziewanym u wiejskiej dziewczyny, i nie przerwała swojej roboty.