— A może lepiej zaraz — nie uwierzyła — strzeżonego Pan Bóg strzeże.
— Ach, ty! Cóż ty, mała, myślisz, że Pan Bóg strzeże morderców? — zaśmiał się.
— Ja tam nie wiem... Ale lepiej upiorę. Zawszeć lepiej, żeby śladu nie było.
— Cóż ci na tym zależy? — zainteresował się.
— No, bo mogą pana nakryć — powiedziała po prostu.
— A czy ty wiesz, że jeżeli odkryją, żeś mi tę marynarkę prała, to i ciebie wsadzą do ciupy?
— Niby za co?
— Żeś pomagała ukryć zbrodnię.
Wahała się chwilę i w końcu wzruszyła ramionami.
— A to niech!