Wzruszyło go to i czuł nieprzepartą chęć wyrażenia jej swojej sympatii i wdzięczności. Że zaś tego rodzaju uczuć nie umiał objawiać inaczej, przycisnął ją do siebie, podniósł jej podbródek i pocałował w usta.
Usta były jędrne i gorące, a skóra pachniała mlekiem.
Dziewczyna stała nieruchomo. Nie oddała pocałunku ani się nie opierała. Tylko oczy spuściła i oddychała nieco szybciej, a jej duże, wypukłe piersi wznosiły się szybkim rytmem pod różowym perkalikiem bluzki.
Drucki zgrzytnął zębami i zaśmiał się nieszczerze.
— No, Zośka, jesteś bardzo dla mnie dobra. Dziękuję ci, a tu masz na cukierki.
Podał jej banknot, lecz ona potrząsnęła głową.
— Nie chcę.
— Weź, weź, nie udawaj mi hrabiny.
— Kiedy ja nie lubię cukierków. I niech pan nie myśli, że ja do pana z życzliwością, bo pan mnie płaci!... Ja tak... z przyjaźni.
— No i ja ci daję z przyjaźni.