— Ja i tak nikomu nie powiem.

Usiadł na tapczanie, zapalił papierosa i kazał jej podejść.

— Słuchaj, mała. Nie nabijaj sobie głowy głupstwami. Krew jest stąd, że przejechałem jedną osobę. Czy wierzysz mi?

— Wierzę.

— No więc, nie trzeba prać, a trzeba marynarkę oddać do pralni chemicznej. Rozumiesz?

— Rozumiem.

— I nie ma tu nic do ukrywania. A że mi okazałaś swoje dobre serce, to pozwól, że i ja tobie je okażę i weź to na cukierki.

Wahała się sekundę i potrząsnęła głową.

— Nie.

— Dlaczego nie? — zirytował się.