— Bo i pan mnie też okazał dobre serce — zarumieniła się — ot, jesteśmy na kwit.
Zakręciła się na pięcie i wybiegła.
Drucki siedział i palił papierosa. W skroniach czuł wyraźne uderzenie pulsu, a w nozdrzach zapach skóry, świeżej, gładkiej skóry, pachnącej mlekiem.
— Może jeszcze nie śpi — powiedział głośno.
Zerwał się, wziął słuchawkę telefonu i wymienił numer Alicji240, lecz rzuciwszy okiem na zegarek, zawołał:
— Nie, proszę pani, nie! Proszę nie łączyć! Pomyliłem się.
— Więc który numer pan chce? — zapytała telefonistka.
— Ja, proszę pani, nie co do numeru pomyliłem się, tylko co do godziny! — zaśmiał się.
— Aha, że tak późno?
— Właśnie. Za późno się namyśliłem.