— Alu, czy wy z panem Jankiem całujecie się?
Alicja obrzuciła ją zdumionym spojrzeniem.
— Pytam, Alu, bo przecie wiem, że narzeczeni zawsze się całują — dodała Julka na swoje usprawiedliwienie.
— O czym ty myślisz, Juleczko! — strofującym tonem odpowiedziała Alicja. — Masz egzaminy na głowie, a zajmujesz się stawianiem niedorzecznych pytań. Dobranoc, kochanie, idź spać.
„No naturalnie, że nie całują się” — myślała Julka, zasypiając, i nie wiadomo dlaczego była tym ucieszona. Gdyby się całowali, postępowaliby bardzo brzydko! Nie umiała tego uzasadnić, ale zdawało się jej, że wówczas zawiedliby jej zaufanie.
Odtąd zadowalała się własnymi obserwacjami, które jeszcze dalej odsunęły jej niewczesne podejrzenia.
Żegnała się teraz z koleżankami. Nie bez żalu rozstawała się z większością. Obiecywały sobie korespondować i po wakacjach urządzić w szkole zjazd.
Wybiegła, z łezkami w kącikach oczu, na ulicę i szła prędko do tramwaju, gdy usłyszała za sobą głos:
— Panno Julko!
Odwróciła się i aż krzyknęła z wrażenia — przed nią stał doktor Czuchnowski.