— Doktorku! — zawołała. — Dzień dobry! Tyle czasu pana nie widziałam! Co pan porabia?
Uścisnął jej rękę. Był widocznie wzruszony.
— Ja, panno Julko, pracuję.
— Co za szczęśliwy zbieg okoliczności, że pana spotkałam.
— O, to nie zbieg okoliczności — uśmiechnął się — umyślnie czekałem na panią.
— Umyślnie?
— Tak. Przecie dziś pani otrzymała maturę. Chciałem powinszować.
— Pamiętał doktorek — rozczuliła się. — Jaki pan dobry!
Wyglądał mizernie i jeszcze bardziej nieporadnie niż dawniej. Jego ubranie nosiło ślady niedbałości. Był nieogolony i miał stary, źle zawiązany krawat.
— Jakżebym mógł nie pamiętać tak uroczystego dnia — mówił — przecie to upragniona data...