— A nie pomyślał pan, że mogłam się obciąć244? — zapytała wesoło.

— Pani? Ani mi to do głowy nie przyszło — protestował.

— Doktorek w którą stronę? Może mnie pan odprowadzi?

— O nie, nie — przestraszył się — tylko kawałeczek. Pani pewnie przykro iść po ulicy w tak pięknej sukience w towarzystwie tak nieeleganckiej osoby, jak ja...

Uczuła dla niego wiele, wiele litości. Nie wątpiła, że ją lubi, ale wiedziała, była tego pewna, że miesiącami czekał tej okazji, by się czegoś dowiedzieć o Alicji. Chętnie powiedziałaby mu jak najwięcej, gdyby nie to, że wszystko, co mu mogła powiedzieć, byłoby dlań bolesne. Dlatego wolała mówić o szkole i planach na lato.

Na następnym przystanku tramwajowym pożegnał ją.

„Jakiż on nieszczęśliwy — myślała, wracając do domu — jaki smutny. Ale chyba sam rozumie, że może tylko do siebie mieć żal. Dziwiłabym się, gdyby już nie Alicja, ale jakakolwiek kobieta mogła go pokochać. Taki już jego los... Los, swoją drogą, jest niesprawiedliwy, takiemu panu Jankowi dał wszystko, a doktorowi nic”.

Już w przedpokoju stwierdziła, że pan Janek jest. Na jednym z kinkietów245 tkwił jego jasny, prawie biały kapelusz o szerokim rondzie. Że też nigdy po ludzku nie umieści swego kapelusza!

Wbiegła do jadalni i stanęła jak wryta: przed nią na podłodze leżał olbrzymi gumowy żółw, a na jego grzbiecie siedział pan Janek w stosownym kapeluszu, zrobionym z gazety, i przepasany wielką, czerwoną dętką samochodową.

Na jej wejście zasalutował i tonem meldunku zawołał: