— Admirał floty bałtyckiej Jan Winkler melduje się na czele eskadry waszej królewskiej mości po rozkazy!

— Ach! — krzyknęła. — To moja eskadra?

— Tak. Oto jest „Żółw”, łódź podwodna.

— Podwodna? Dlaczego?

— Bo siadłszy na niej, nic łatwiejszego, jak znaleźć się pod wodą.

— Wspaniała! Boże, co za ogrom!

— A to — zdjął z siebie dętkę — jest pływający dok. Siada się w nim w ten sposób i wiosłuje rączkami.

— Ach... i to dla mnie?

— O ile pani jest Julią Pierwszą, królową Bałtyku i naczelną syreną tego morza, to tak.

— Bardzo, bardzo dziękuję — wyciągnęła doń obie ręce.