— Alu! Patrz, co dostałam od pana Janka! — cieszyła się Julka, ciągnąc gumowego żółwia i oponę. — Cały ekwipunek morski!

— Wspaniały — przyznała Alicja. — Zatem pojutrze wyjeżdżamy na Hel.

— Wiwat! Wiwat! — zaczęła podskakiwać Julka.

— Dorosła osobo! — udawał zgorszonego Drucki.

Resztę wieczoru spędzili we trójkę, omawiając szczegóły wyjazdu. Panie miały jechać pociągiem, a Drucki nazajutrz autem. Drucki wziął na siebie telegraficzne zamówienie trzech pokojów w pensjonacie „Godiva”, z którym już poprzednio pertraktowali listownie.

— Po co nam trzy pokoje? — zauważyła Julka. — Panu wystarczy jeden, a nam z Alą drugi.

— Lepiej wziąć dla każdej z nas osobny — wyjaśniła Alicja. — Nad morze jedziemy dla wypoczynku, a mieszkanie dwóch osób, bodaj najbliższych sobie, jest krępujące zawsze dla obu. Aha, bądź tak dobra i zrób z rana spis rzeczy, jakie byś chciała kupić. Jutrzejszy dzień poświęcimy sprawunkom.

Gdy Julka poszła do swego pokoju, Alicja powiedziała półgłosem:

— Czy wiesz, Boh, że ona jest przekonana, że my się nie całujemy?!

— Tym lepiej...