— Dla niej, oczywiście. Musimy dbać o utrzymanie Julki w jej przeświadczeniu.
— To jest złota dziewczyna i ma kryształowy charakter — odpowiedział Drucki. — Dużo bym dał za to, gdybym mógł ją zawsze widzieć szczęśliwą.
— Będzie nią z pewnością. To jest przecie cel mojego życia.
Przed północą Drucki pożegnał się i pojechał do „Argentyny”, a przed trzecią już był w domu. Jak zwykle, zastał wszystko w idealnym porządku, wszystko przygotowane nie tylko z sumiennością, lecz wręcz z pieczołowitością.
„Jak ta mała dba o mnie” — pomyślał.
Po dobrze przespanej nocy obudził się na dźwięk głosu Zośki.
Stopniowo poznała jego zamiłowania i gusty i teraz już nie zasypywała go ustawicznymi pytaniami. Odwrotnie, zaczęła widocznie uważać za swój obowiązek bawienie opowiadaniami o kamienicy i jej mieszkańcach. A że głos miała miły, a sposób wyrażania się zabawny i swoisty, z przyjemnością z nią gawędził. Zauważył w niej również jedną oryginalną cechę: nie miała fałszywego wstydu. O sprawach wywołujących zwykle u kobiet dwuznaczny uśmieszek czy zażenowanie mówiła z zupełną prostotą i swobodą. To samo w ustach innych byłoby nieprzyzwoite, a tu młodziutka dziewczyna mogła na przykład powiedzieć:
— Pewno, że chciałabym chłopca, ale mam czas. Kto dłużej wyczekuje, temu lepiej smakuje.
I nie było w tym nie tylko nic brzydkiego czy niesmacznego, lecz przeciwnie, dużo ujmującego wdzięku.
Także jej pogląd na specyficzną ornamentację łazienki był diametralnie przeciwny od poglądu jej starszej siostry.