— Frania mówi, że to nieprzyzwoite i że na to wstyd patrzeć, a ja jej mówię, że co w tym takiego? Wiadomo, każdy mężczyzna jest taki, jakiego Bóg stworzył. To ona mówi, że dlaczego ludzie goło nie chodzą, to ja mówię, że nie chodzą, bo zimno, to ona mówi, że latem jest gorąco, a ludzie i tak nie chodzą, bo to jest grzech, a ja mówię jej, że to ludzie i kradną, i zabijają, i obmawiają, a to jest grzech, a oni robią, a pani baronowa z drugiego piętra to guwernantkę wyrzuciła, że to rybę nożem jadła i mówiła, że to wstyd, a samej nie wstyd takiego szczeniaka, jak nasz Walek, do siebie namawiać. Co komu wstyd, a co komu nie wstyd, i tyle.
Kręciła się po mieszkaniu, napełniając je swoim świeżym głosem i zapachem świeżo upranego perkalu. Zdawała się napełniać sobą powietrze, stanowić sens i treść tego, co nazywał swoim domem. Wodził za nią oczyma, a gdy się ich wzrok spotykał, uśmiechali się do siebie.
Kiedy stawiała przed nim filiżankę, podawała pidżamę czy jakikolwiek inny przedmiot, nie unikała mimowolnego przesunięcia jego ręki, otarcia się oń ramieniem czy biodrem.
Drucki wówczas zaciskał zęby, lecz nie robił nic, co by przypadkowość i bezpretensjonalność tych zetknięć mogło zmienić w taki czy odwrotny sposób. Wiedział, że ta mała bardzo go lubi, lecz również miał pewność, że nie zdaje ona sobie sprawy ze swej podświadomej zalotności, która raczej była naturalną inercją258 jej dojrzewania niż pragnieniem podniety.
— U pana to wcale goście nie bywają — powiedziała kiedyś — tylko ta piękna pani.
— Widziałaś ją?
— Bo to raz? Piękna, bo piękna, ale...
— Tobie nie podoba się?
— Co mi się tam ma podobać, czy nie? Tak, ot...
Pomyślał, że jest o nią zazdrosna, i zapytał: