— No, powiedz, mała, coś tam w niej uwidziała?

Zośka, milcząc, sprzątnęła ze stołu, zaniosła tacę do kuchni i wróciwszy, bąknęła:

— Ona musi być bardzo zła.

— Dlaczego myślisz, że zła?

— Nie wiem. Oczy ma takie. Jak onegdaj259 ja państwu bramę otwierałam, to tak na mnie spojrzała, jakbym jej co ukradła.

— Wydawało ci się.

— Może... Dobry człowiek na każdego dobrze patrzy. A ona i na pana nie patrzy się dobrze.

Roześmiał się.

— Niech się pan nie śmieje. Wlepia w pana gały, bo pana kocha, a to co innego.

— Skądże ci, moja mała, przyszło do głowy, że ta pani mnie kocha?