— A czy mi wierzysz? — zapytał poważnie.
— Wierzę, Boh — skinęła głową — ale nie miej do mnie żalu. Kocham cię ponad wszystko... Widziałam was razem. Widziałam, że się uśmiechała do ciebie...
— Nie miej jej tego za złe, Al, to jest bardzo nieszczęśliwa istota, a uśmiech stanowi jedyny sposób, w jaki może porozumiewać się z ludźmi.
— Dlaczego jedyny sposób?
— Ona jest niema. Przeżyła jakiś szok nerwowy i oniemiała.
— A Brunicki ją leczy?
— A może nawet więcej... może czuje do niej szczególną sympatię...
Więcej o tym nie mówili, ale Drucki wiedział, jak silnym i gwałtownym przeżyciem były dla Alicji te godziny podejrzeń. Nie zastanawiał się nad tym, lecz czuł odrobinę irytacji. Pojęcie wierności było dlań zawsze czymś śmiesznym i upokarzającym. W słowie tym tkwił zakaz dla niego wręcz niedorzeczny. Nie zdradzał, lecz nie był wierny.
Panie wyjeżdżały o siódmej. Odprowadził je na dworzec i umieścił w przedziale. Po krótkich pożegnaniach i zapewnieniach, że wyjedzie jutro rano, stał na peronie i powiewał kapeluszem. Póki z oddali odpowiadała mu chusteczka Julki, myślał o niej i o Alicji. Gdy jednak na przestrzeni pociętej niezliczonymi rozwidleniami szyn pozostał tylko uchodzący i malejący punkt pociągu, z obłoczkiem rwącego się dymu — zapomniał o wszystkim. Słyszał tylko dźwięk szyn, widział tylko ich nieskończoność.
Ogarnął go dziwny niepokój, niezrozumiałe uczucie, że czegoś zaniedbał, o czymś zapomniał, że spóźnił się i trzeba śpieszyć...