Nagle czyjś krzyk:
— Oddycha!
— Oddycha! Oddycha!
Julce krew zbiegła się do serca. Nie widzi Alicji, ale oto ujrzała dwie brązowe twarze: pana Janka i doktora. Na obu jednocześnie — gdy spotkały się oczy — zajaśniał uśmiech. Nie wymówili ani słowa, lecz w tym uśmiechu było wszystko: uratowana.
Przyniesiono jakieś lekarstwa. Lekarz kończył swoje zabiegi. Alicja, już przytomna, siedziała na piasku, oparta o ramię pana Janka.
— Kurcz — mówiła cicho — kurcz w obu nogach...
Doktor Łoziński, który właśnie klęczał obok, badał puls, przesunął ręką po nogach Alicji.
— Mięśnie już wolne. Nie czuje pani bólu?
— Nie.
— Hm... że też kurcz czepia się tak pięknych nóg, nie uważa pan, panie Winkler, że to skandal?