Modliła się najczulszymi wyrazami do niego i do krwi zagryzała wargi na myśl, że on tam o piętro niżej leży w objęciach tej przewrotnej, kłamliwej, fałszywej kobiety, której ona, Julka, zawdzięcza tak wiele, której otwierała bez zastrzeżeń swoje samotne serce, z którą dzieliła się każdą myślą...
Szary świt roztapiał się w różowości na roletach okien, gdy usłyszała jej kroki, ostrożne, kocie, podstępne, gdy usłyszała szmer zamykanych drzwi...
Julka nie zasnęła tej nocy, lecz gdy zaczęła się ubierać, miała już gotowe postanowienie: będzie walczyła o niego. Nie cofnie się przed niczym, co by mogło odsunąć go od Alicji, przed niczym, co by mogło pociągnąć do niej. Ma do tego prawo. Na hipokryzję Alicji odpowie też hipokryzją, na podstępy podstępami, na fałsz fałszem. Alicja nie może niczego się domyśleć... To jest najważniejsze. A on?...
„Zobaczymy!”
Nałożyła najładniejszą ze swych sukienek, dłużej niż zwykle siedziała przed lustrem, starannie układając włosy. Z zadowoleniem skonstatowała, że nieprzespana noc zostawiła jej „interesujące” cienie pod oczami, a samym oczom nadała ostry blask.
Nie czekając na Alicję, zbiegła do jadalni.
Therlingowie, stojąc, kończyli śniadanie i jeden przez drugiego opowiadali coś panu Jankowi, który siedział na stole z rękami w kieszeniach.
— Panowie na morze? — zapytała wesoło, podając im mocno rękę.
— Tak — odpowiedział za młodzieńców Drucki — chociaż im nie radzę, bo wiatr piekielny.
— Tym lepiej chyba? Dla takich wilków morskich, jak panowie, to furda265!