— A on kichnął?

— Właśnie.

— Nie rozumiem, panie Janku, w jaki sposób mogło to zaszkodzić?

— Hm... gdy pani szyje, a podczas tego niespodziewanie kichnie, może się zdarzyć, że igła trafi w palec?

— Aha!

— Otóż dzióbek naszej skorupy trafił w jedną ze skał podwodnych, których, diabli wiedzą dlaczego, nie brak tam, chociaż całe wybrzeże jest płaskie jak półmisek. Skorupa usiadła sobie wygodnie na piasku i nie chciała się ruszyć. Było nas czternastu, a chociaż każdy nabił sobie przy okazji porządnego guza, zrozumieliśmy, że nie ma na co czekać na dnie...

— Chyba już czas zawracać — przerwała Alicja.

— I jakże się panowie ratowali? — pytała Julka, z zadowoleniem konstatując, że pan Janek nie zauważył, po prostu nie zauważył uwagi Alicji.

— Ano, podniosło się klapę. Gdy się wówczas człowiek lekko odbije od pokładu, wylatuje w górę jak korek...

— Aż na powierzchnię morza?