— Cóż ci tak pilno? — obojętnie zapytała Alicja.

— Mamy dziś długą trasę, a nie chcę, byś czekała na nas z kolacją.

— Możecie nawet zbytnio się nie śpieszyć. Otrzymałam dziś z Warszawy pewną sprawę i będę musiała ją przestudiować.

Pod oknami rozległ się sygnał samochodu i Julka wybiegła.

— Dziś silny wiatr, mała — powiedział — może wzięłaby pani jakieś palto?

— Nie. Ciepło mi.

— Wieczorem może być chłodniej.

— To czemu pan nie bierze marynarki?

— Ja nie mam gołych nóg i rąk. Zresztą, jeżeli będzie pani zimno, to na drugi raz posłuży za przestrogę.

Wóz ruszył.