— Jeżeli mi będzie zimno, to... mnie pan przytuli i ogrzeje.

Udał, że nie słyszy, i zwiększył szybkość.

— Dobrze? — dopominała się odpowiedzi.

— Co? Nic nie słychać! — odrzucił i otworzył tłumik.

Teraz już naprawdę nie było nic słychać, Julka jednak nie dawała za wygraną i niemal przykładając usta do jego ucha, zawołała:

— Będzie słychać, jeżeli pan zamknie tłumik.

— Ostrożnie! Nie opieraj się o mnie, mała, bo wjadę jeszcze na drzewo.

Dla zilustrowania niebezpieczeństwa zachybotał kierownicą i wóz wypisał na szosie kilka zygzaków.

Julka udała obrażoną i siedziała cicho, nie mogła jednak wytrzymać długo i gdy tylko spojrzał na nią, uśmiechnęła się zalotnie.

— No, już zgoda między nami — powiedziała i wzięła wolną jego rękę. Uścisnęła ją, położyła na swoich kolanach i zaczęła głaskać, leciutko, z pełną czułości pieszczotą.