— Morze z daleka wygląda dość spokojnie — odezwał się, chowając pióro do kieszeni.

— Byłbym zadowolony, gdyby pozostało takie aż do końca — odpowiedział Brunicki — mój organizm nie znosi chybotania.

— Ja też cierpię na morską chorobę — odpowiedział Bawarczyk — ale moje interesy zmuszają mnie do częstego podróżowania, nie zawsze udaje się skrócić drogę do tak małego odcinka, jak z Malmö do Kopenhagi. W sierpniu jeździłem do Nowego Jorku i myślałem, że ta przeklęta choroba wprost przenicuje mnie, niczym worek na drugą stronę. Mam dwóch synów. Jeden z nich jest lekarzem w Monachium, a drugi inżynierem w Hamburgu276. Lekarz i inżynier! Uważa pan! Zapowiedziałem obu, że ich wydziedziczę, jeżeli nie znajdą sposobu na morską chorobę.

— Nie wiem, jak będzie z inżynierem — uśmiechnął się Brunicki — podobno są już jakieś wynalazki zmniejszające chwianie się okrętów. Ale co dotyczy drugiego pańskiego syna, obawiam się, że będzie pan musiał dotrzymać groźby.

— I cóż, do stu diabłów, warta jest cała medycyna?! — oburzył się Bawarczyk. — Nie umieć sobie poradzić z taką głupią rzeczą jak morska choroba!... Otóż ma pan, zaczyna się przyjemność!

Istotnie, prom został widocznie odcumowany, gdyż lekko zaczął się chybotać. Głuchy warkot śruby wprawił okna wagonu w lekkie drżenie.

— Sam jestem lekarzem — potrząsnął głową Brunicki — i muszę panu przyznać, że medycyna dzisiejsza jest wciąż w pieluszkach. Przypuszczam, że astronomowie więcej wiedzą o konstelacjach, odległych od nas o miliony lat świetlnych, niż my o własnym organizmie, którego możemy dotykać ręką.

— I kiedyż to się skończy, do licha?! Czy panowie nie uważacie, że należy się z tym załatwić na parę dni bodaj przed sądem ostatecznym?... To samo zawsze powtarzam memu synowi, chociaż on jest chirurgiem i powiada, że żadnej odpowiedzialności za medycynę na siebie brać nie zamierza. „Wytnę, powiada, ojcu, co tylko ojciec zechce i wstawię, powiada, co się ojcu podoba, a na pewno będzie sztymowało277”. To łajdak, co?

Uderzył się po kolanach i pochylił do Brunickiego z miną wyrażającą podziw i oburzenie.

Profesor Brunicki roześmiał się.