— No, chociażby to, czy są tam jacy przystojni panowie?...
— Ho, ho!... — oburzył się doktor. — Co też panienkę interesuje!
— Też!... — wzruszyła ramionami Julka.
— Uwaga! — Przytrzymał ją. — Termometr!
— Więc, wyobraź sobie — powiedziała Alicja — że jest tam jeden taki młokos, aplikant, co wywraca do mnie oczy. Reszta to starsi i poważni ludzie.
— Och, jestem pewna, że oni wszyscy tam w tobie zakochają się!
— Nie pleć głupstw, Julko.
Dziewczynka zrobiła do Alicji oko i powiedziała umyślnie żałosnym tonem:
— Biedny doktorek, będzie usychał z zazdrości.
Czuchnowski chrząknął i poprawił swoje rogowe okulary, co było tak wymowną ilustracją jego zakłopotania, że Julka pożałowała swej złośliwości i pogłaskała go po policzku.