„Mój Boże — myślał — czyż i tak nie miałbym być z niego dumny, gdybym wiedział, że on jest moim synem!”

Z całą jasnością uświadamiał teraz sobie, że niczego bardziej w życiu nie pragnął, jak właśnie takiego syna. Już w szkole, gdy przyjaźnił się z Bohdanem Druckim, marzył o tym, by być do niego podobnym. Starał się naśladować go w jego brawurze, zamiłowaniach, zainteresowaniach... A później, gdy ożenił się z Wandą, wciąż pozostawał pod urokiem Bohdana, czyż nie oczekiwał jako największej łaski losu, że urodzi im się syn właśnie taki, jak Bohdan?!...

„Wiedzieć, wiedzieć — jęczało w piersiach — wiedzieć za wszelką cenę!”

I nagle w mózgu, łapczywie szukającym odpowiedzi, zrodziła się nowa myśl:

„Czy istnieje dziedziczna ciągłość psychiki? Czy istnieje w podświadomości człowieka więź psycho-fizjologiczna z poprzednimi pokoleniami? A jeżeli istnieje, jak można odkryć i zbadać?

Profesor przetarł czoło i wpił spojrzenie w twarz syna, zatopionego w czytaniu.

„Zaraz, zaraz — przywoływał do porządku rwącą się myśl. — Więc przede wszystkim, antropologicznie283 rzecz biorąc, istnieją rasy. Przekazują one potomstwu nie tylko właściwości morfologiczne, lecz i pewien stały pion psychiczny. To aksjomat284. Zatem zupełnie jest dopuszczalne, że u podstaw tej psychiki leży podświadomy grunt wspólny. Więc teoria Freuda może i powinna być rozciągnięta jeszcze dalej poza granicę, do której doprowadził ją doktor Kunoki. Psychika człowieka zaczyna powstawać nie w łonie matki, lecz znacznie wcześniej, w uwarstwieniach psychicznych całych pokoleń... Jednakże z punktu widzenia psychologa należałoby wówczas wykluczyć decydujące wpływy postronne i całą teorię elektroneuronów?”

— Absurd! — powiedział głośno.

— Słucham ojca? — podniósł głowę Piotr.

— Nic, przepraszam cię. Zaczynam już mówić głośno do siebie. Jestem przemęczony.