Zaczął opukiwać szczyty. Jego dwa palce przesuwały się cal po calu po cieplej jedwabistej skórze, trzeci uderzał w nie jak młotek. Dźwięk był czysty i pełny. Oparł niechcący dłoń na małej jędrnej piersi. Julka drgnęła i zarumieniła się, on jednak tak był pochłonięty badaniem, że tego nie zauważył.

Opukał plecy i wziął słuchawkę.

— Teraz posłuchamy, co nam powie stetoskop. Proszę głęboki oddech... tak... teraz znowu... tak... jeszcze... No, doskonale... A jak tam serduszko... Proszę nie oddychać...

— Wolne — roześmiała się Julka.

— Co?

— No, serduszko!

— Nie rozumiem? — podniósł głowę i spojrzał na nią.

— Pytał pan, jak tam serduszko, więc powiedziałam, że wolne.

— Aha — zaśmiał się i dopiero teraz spostrzegł, że ta mała go kokietuje. — Ważniejsze to, że płuca są wolne — dodał.

Miał przy tym tak speszoną minę, że Julka postanowiła jeszcze bardziej go zmieszać.