Nie znalazła ani skrawka zapisanego papieru, lecz uważnie obejrzała suszkę296. Przy pomocy lustra nietrudno było odczytać na niej strzępy słów, niepozostawiające już żadnych wątpliwości, że Julka pisała do Druckiego. Urywek adresu: w alei Szucha, koniec słowa „(mi)łości” itp. były dostatecznie wymowne.
Sytuacja stawała się dojmująco jasna. Julka pisuje doń z jego zgodą, on zataił przed Alicją wszystko, no i prawdopodobnie też koresponduje z Julką...
Straszny ból ścisnął serce Alicji. Jej ręce zacisnęły się kurczowo.
Gdyby Julka w tej chwili weszła do swego pokoju, Alicja nie umiałaby zapanować nad porywem nienawiści, lecz już po chwili była spokojna i tylko wzrok, którym spotkała powracającą wychowankę, palił się jakimś złym ogniem.
Teraz należało za wszelką cenę stwierdzić, czy Bohdan pisuje do Julki. Z zimną ostrożnością zbadała panią Czerwieńską, służbę, listonosza, a nawet Therlingów, którzy czasami widywali się z Julką jeszcze przed śniadaniem, to jest wtedy, gdy ta mogła czytać otrzymane listy. Wreszcie udała się na pocztę. Indagowany297 urzędnik wzruszył tylko ramionami.
— Żadnych informacji pani udzielić nie mogę. To jest moja tajemnica służbowa.
Wobec tego zwróciła się do kierownika urzędu pocztowego, okazała mu swoją legitymację prokuratorską i uzyskała to, że urzędnik przypomniał sobie, iż dwa razy wydawał karty pocztowe adresowane do panny Julii Horn, i otrzymał od szefa polecenie zatrzymania korespondencji, jaka by do niej jeszcze nadejść mogła, do dyspozycji pani prokuratorki.
— Więc pisał do niej, więc pisał — powtarzała Alicja, wracając do pensjonatu i gryząc wargi — poza mymi plecami!
Była tak wzburzona, że przezorność nakazywała unikania Julki, póki nie zdoła się opanować. Zamknęła się w swoim pokoju, rzuciła na łóżko i przyciskając dłonie do twarzy, powtarzała:
— Żmija, żmija, żmija... parszywe szczenię, wyhodowałam ją, żmija... żmija...