— To jeszcze z kliniki — odpowiedział twardo profesor — w klinice wszystko cuchnie chloroformem.

Wydobył dużą, złotą papierośnicę i podał Fakirowi.

— Tak — odezwał się ten po chwili — bogaty jesteś... Bardzo bogaty.

— Bardzo — obojętnie powtórzył profesor. — Cóż chcesz, nie umiem trwonić pieniędzy.

— Bardzo ci współczuję — roześmiał się gość. — I wciąż obdzierasz pacjentów?

— Nie. Od kilku lat już praktyki nie prowadzę.

Olbrzymi bury kot ciężko zeskoczył z kanapy i zaczął się ocierać o nogi swego pana.

— Polubiłeś koty — zauważył mężczyzna nazywający się Fakirem. — Czy interesują cię jako psychiatrę? Nie rozumiem, jak można trzymać w domu tyle tego obrzydlistwa!

Profesor nie odpowiedział i wciąż wpatrywał się w gościa.

— Dawno nie widzieliśmy się — odezwał się wreszcie — chyba z dziesięć lat czy więcej... Aleś się nie postarzał. Oczy ci się jarzą, nozdrza rozdymają się... Widocznie służy ci twój tryb życia...