— Skądże ja mogę wiedzieć? Mówił, że jedzie do takiej ładnej kobiety, co drugiej takiej na świecie nie ma — skłamała z pełną świadomością wrażenia, jakie wywołał jej niewinny ton — a jak taka ładna, to pewna prędko nie będzie mu się chciało wracać.

Alicja zacięła usta i odwróciła głowę. W tej chwili wzrok jej padł na tachtę, na której leżała depesza. Szybko wstała i chwyciła ją, zanim Zośka zdążyła zaprotestować.

Czytała i twarz jej stawała się coraz bledsza. Nagle zrozumiała wszystko: Julka jest kochanką Bohdana, wszystko ukartowali, by pozbyć się Alicji...

— O, gadzino, gadzino... — syknęła przez zaciśnięte zęby i nie zwracając już uwagi na Zośkę, pośpiesznie nałożyła kapelusz, wzięła neseser i wybiegła.

Była półprzytomna, gdy kazała jechać na dworzec. Tu dowiedziała się, że najbliższy pociąg na Hel odchodzi o siódmej wieczór.

— Jeżeliby pani zdążyła jeszcze na lotnisko — powiedział urzędnik — to złapałaby pani jeszcze samolot do Gdańska. Ale chyba pani nie zdąży, bo tylko pięć minut czasu.

Alicja uspokoiła się. Oczywiście nie zdąży. Zresztą przede wszystkim należy się opanować i wziąć się w cugle. Nie pamiętała, by była kiedy w takim stanie wzburzenia.

Podała taksówce adres na Topolowej.

— Och, gadzina, gadzina... Czekajże ty! Szczenię! Najładniejsza kobieta na świecie — wybuchnęła krótkim szyderczym śmiechem. — Ale zemszczę się, strasznie się zemszczę!... Gadzina!

— Słucham panią? — odwrócił się szofer.