Rozdział 22
Julka tuliła się w ramionach Druckiego i na jego jasnej marynarce łzy jej znaczyły się wieloma ciemnymi plamami.
— Jestem podła, panie Janku, jestem najpodlejsza z podłych, pan powinien brzydzić się mną, pogardzać... Ale ja tak bałam się o pana. Alicja po tej wiadomości, że pan tu nie wróci, bardzo się zmieniła. Ja ją powinnam kochać i może nawet kocham, ale nie mogę... nie mogę...
— Nie becz, mała — starał się ją uspokoić — jaka jesteś, taka jesteś i nie wyrywaj sobie włosów z głowy, a staraj się zawsze być sobą. To grunt. Jesteś jeszcze diabelnie smarkata i z wiekiem zmądrzejesz.
— Nie brzydzi się pan mną? — chlipała.
— Ach ty, dzieciaku. Przecie wiesz, że pasjami cię lubię.
— A nie gniewa się pan, że depeszowałam?
— Nie gniewam się, chociaż zrobiłaś niemądrze.
— I nieuczciwie — westchnęła.
— Uczciwie, czy nieuczciwie, na tym się już nie znam — zaśmiał się — o to zapytaj kogo innego. Ale niemądrze.