— Panie Janku, a Alicję pan... kocha?...

— Mówiłem ci, że nie.

— Mój drogi, mój jedyny!... Więc i nie martwi się pan, że się teraz z nią nie zobaczył?

— Dziewczyno! Nie róbże mi piły drewnianej o jednym zębie! Nie martwię się niczym. Robi to za mnie pewien uprzejmy koń.

— Koń?

— Tak. On ma większą głowę, więc mu to łatwiej przychodzi. No, chodźmy na plażę.

Julka nie ruszyła się i powiedziała, patrząc w ziemię:

— A jednak...

— Co tam jeszcze?

— Jednak pan Alicję kochał... Panie Janku, pan przecie był jej kochankiem...