— Ojej — powiedziała, stając w drzwiach — pewno obudziłam pana!?

— Nie, sam się obudziłem. Która to?

— Już po drugiej — zbliżyła się i stanęła oparta kolanami o łóżko — wyspał się pan?

Zapytał ją, czy podczas jego nieobecności nikt nie przychodził. Zośka zdała dokładną relację z wszystkich wizyt, jedynie o bytności Alicji opowiedziała półsłówkami, nie wspominając o tym, że Alicja czytała depeszę.

— Taka ładna, a taka wredna — zakończyła swoje sprawozdanie.

— Wredna? Co to znaczy wredna?

— A czy ja wiem — wzruszyła ramionami.

Roześmiał się i zagarnąwszy jej nogi, położył obok siebie. Ta dziewczyna wprost skandalicznie działała mu na zmysły. I ten zapach mleka i cząbrów... I ta prostota pożądliwości.

Sprawiło to, że po każdym uścisku nie tylko nie nabierał do niej uczucia przykrej obcości, lecz przeciwnie, opanowywała go chęć tkliwych pieszczot i mówienia jej rzeczy miłych, wyrazów czułych i uśmiechniętych.

Właśnie oparty łokciem na poduszce tłumaczył to Zośce, wpatrując się w jej zaróżowioną twarz i w rozchylone szybkim oddechem usta, gdy w przedpokoju rozległ się dzwonek.