— Kogoś diabli niosą — przerwał sobie.

— Otworzę i zobaczę — podniosła się, poprawiając naprędce włosy i perkalową sukienkę, która była niemożliwie wygnieciona.

Łowił uchem odgłos jej bosych nóg, później szczęk zamka w otwieranych drzwiach i zmieszane głosy.

„Ki diabeł?” — pomyślał.

Nieomal w tejże chwili do sypialni wpadła Alicja.

— Boh! — krzyknęła.

— Ta pani odepchnęła mnie i weszła przemocą — zawołała Zośka wzburzonym głosem.

Twarz Druckiego ściągnęła się.

— Zośka — powiedział twardo — proszę iść do domu.

Dziewczyna otworzyła usta, lecz nie odezwała się. Obrzuciła tylko Alicję nienawistnym spojrzeniem i wyszła.