— Dobrze, proszę wielmożnej pani prokuratowej, będę punktualnie... Tylko jedno chciałam zapytać...

— No?

— Czy dostanę za to jaką nagrodę?... Ja nie z chciwości, a z biedy, strasznie ciężko w dzisiejszych czasach grosz zarobić...

Alicja przyrzekła, że w razie pomyślnych wyników śledztwa wystara się dla niej o nagrodę.

Wracając do domu, rozważała ewentualne pobudki, jakimi mógł się kierować ów poławiacz ciężarnych kobiet, i doszła do przekonania, że musi to mieć związek z jakąś sektą religijną lub też z erotycznym zwyrodnialstwem. W każdym razie nie miała powodu podejrzewać Bufałowej o mistyfikację.

Nie wyrobiła sobie jeszcze dokładnego obrazu sprawy, ani tym mniej koncepcji dochodzeń, jednakże pomyślała, że najprostszym sposobem zdemaskowania zbrodniarzy byłoby podstawienie agentki policyjnej.

Myślała właśnie o tym, siadając do obiadu, gdy Julka odezwała się, patrząc w talerz:

— Chciałam ci powiedzieć, że otrzymałam posadę...

— Jaką posadę? — wbiła w nią spojrzenie Alicja.

— Kancelistki, w biurze Domu Handlowego Bałkind i Spółka.