— Z czyjejże to protekcji?

— Z niczyjej — poczerwieniała Julka. — Przeczytałam ogłoszenie w dzienniku i zwróciłam się do nich...

Zaległo milczenie i Julka po długiej pauzie dodała:

— Mam pracować w dziale korespondencji. Dają mi pensję trzysta osiemdziesiąt złotych, więc będę mogła z tego się utrzymać...

Alicja wybuchnęła śmiechem.

— Wiesz, że mogłabyś się zdobyć na tyle przyzwoitości, by mnie w tak naiwny sposób nie okłamywać! Czy naprawdę uważasz mnie za tak łatwowierną, do tego stopnia, że ci uwierzę, że bez protekcji zaofiarowano tobie tak wielką pensję?... Zresztą mniejsza o to. Od kiedy to obejmujesz tę „posadę”?

— Od pierwszego — cicho odpowiedziała Julka. W oczach miała łzy.

Alicja chciała jeszcze zapytać, kiedy wobec tego Julka się wyprowadzi, lecz pohamowała się i przeszła do swego pokoju.

Była pewna, że nie obeszło się tu bez pomocy Druckiego, że Julka najbezczelniej w świecie nie tylko wymyka się jej z rąk, lecz i jego jej zabiera. O nie — zacisnęła pięści — oni jeszcze nie wiedzą, kto jest Alicja Horn!... Przede wszystkim Julka jako niepełnoletnia będzie musiała zastosować się ściśle do woli opiekunki, a zatem pojedzie pod Pińsk. Byle tam prędzej uwolniło się miejsce. Zresztą, jeżeli nie tam, to pojedzie gdziekolwiek, lecz w Warszawie nie zostanie za żadną cenę.

Zapukano do drzwi i weszła Józefowa.